wtorek, 14 listopada 2017

#3

-Dells dobrze wiesz o czym. - wzdechnął.
-To nic.. Po prostu poprosiłam Phoebe żeby mnie zastąpiła a i tak często to robi i Alex się trochę zestresowała bo Phoebe prawie nie śpi ale nie chciałam wam się tłumaczyć żeby was nie martwić - skłamałam mając nadzieję na to iż niczego się nie domyśli.
-Wiem, że kłamiesz. Ale jest zbyt późno aby się kłócić pogadamy rano. - wrócił do pokoju.

Wypuściłam powietrze, gdyby się dowiedzieli. Jutro czeka mnie bardzo poważna rozmowa, będę musiała wszystko wyjawić.

Usiadłyśmy na kanapie, Alex zasnęła w pokoju gościnnym a my popijałyśmy herbatę, przykryte kocem w salonie. Nie mogłam przestać się zamartwiać.

-Wszystko będzie w porządku, ja to załatwię. - mruknęła Phoebe.
-Nie. I tak dużo dla mnie robisz. Będę musiała powiedzieć prawdę. - szepnęłam ze łzami w oczach.
-Rydel. Obie wiemy, że tego nie chcesz. Pogadam jutro z twoim bratem. Jakoś to zaaranżuję. Z samego rana, będziesz jeszcze spała. Rozumiesz? - patrzyła mi w oczy.
-Dlaczego tak bardzo mi pomagasz? - spytałam.
-Bo masz coś o co warto walczyć. Masz rodzinę. - uśmiechnęła się słabo.
-Chodziło mi o to, że to moje problemy, a ty nie masz obowiązku ratować mi dupy. - szeptałam aby nikogo nie zbudzić.
-Właśnie, że mam. Bo ty jesteś moją jedyną rodziną. - mówiła spokojnie, a jej słowa mnie wmurowały.
-Dobra lepiej idź spać ja się prześpię i potem pogadam z twoim bratem. - wygoniła mnie z salonu.

Postanowiłam się jej posłuchać. W sumie to zawsze miała rację.

*Phoebe

Postanowiłam spać w salonie aby słyszeć kiedy wstanie chłopak. Rydel dużo o nich opowiadała i wiedziałam, że miał problemy ze snem. Tak jak się tego spodziewałam, przyszedł do kuchni około godziny 7.

-Hej. - mruknęłam uśmiechając się lekko.
-Hej. - odpowiedział.
-Słuchaj. Wiem, że się nie znamy. Ale chciałam ci powiedzieć, że nie musisz się martwić o Rydel. - zaczęłam.
-Nie chcę być niemiły ale to nie jest twój interes. - warknął.
-Wiem. Pewnie masz rację ale Rydel jest dla mnie jak siostra. Tak bardzo mi pomogła poukładać całe życie. Więc nie mogę teraz tak po prostu ją zostawić. - popłakałam się, oczywiście nie na serio.
-Hej, spokojnie, nie płacz. - zaczął pocierać moje ramiona.
-Przepraszam, ja po prostu chciałam wytłumaczyć całą tą sytuację. I przede wszystkim przeprosić za moją siostrę. Alex ma solofobię, czyli lęk przed samotnością. Więc za każdym razem kiedy zostaje w pracy dłużej niż powinnam zaczyna wpadać w panikę. - zmyśliłam.
-Dlaczego bierzesz zmiany Rydel? - dopytywał.
-Tak jak mówiłam dużo dla mnie zrobiła. Dużo mi też o was opowiadała więc gdy tylko dowiedziałyśmy się, że szef restauracji wyjeżdża na dwa miesiące do Miami zaproponowałam, że wezmę na ten czas jej zmiany, a przynajmniej niektóre, żeby mogła spędzić z wami trochę czasu. - uśmiechnęłam się mając łzy w oczach.
-Więc to naprawdę restauracja? - spytał.
-Tal, jest na obrzeżach miasta. Zazwyczaj jest otwarta 24/7. - mruknęłam.
-Okej, dzięki, że powiedziałaś mi o wszystkim. Martwiłem się o nią. - uśmiechnął się lekko w moją stronę. Był to prawdziwy uśmiech.
-Nie musisz się o nią martwić. Mam na nią oko. - uśmiechnęłam się i nieco przybliżyłam aby było to bardziej wiarygodne.

Nie oczekiwałam, że przybliży się w moją stronę. Byłam zaskoczona kiedy zaczęły nas dzielić jedynie centymetry. Riker był bardzo przystojny, gdy pierwszy raz zobaczyłam go na zdjęciach Delly dech mi zaparło. Aktualnie, bardzo mnie pociągał. 

-Więc o której kończysz dzisiejszą zmianę? - spytał. Nie. Nie mogłam tego zrobić, był bratem mojej przyjaciółki.
-Em, mam chłopaka. - skłamałam.
-Oh, ja przepraszam. - speszył się i dystans między nami się zwiększył.
-Nie ma sprawy, zapomnijmy o tym i tyle. - zaśmiałam się lekko.
-Tak będzie najlepiej. - mruknął po czym staliśmy chwilę w krępującej ciszy.
-Ja chyba już wrócę do pokoju. - uśmiechnął się i poszedł.

No i sprawa załatwiona.


                                        PRAWDZIWA MIŁOŚĆ TO POŚWIĘCENIE.













czwartek, 8 października 2015

2. Thinking about...

A więc wracam po dłuższej przerwie z nowym dość nudnym i krótkim rozdziałem. Przepraszam za to ale nie dość, że nie mam czasu (nauka), humoru i w dodatku pogoda jest przygnębiająca. Rozdziały staram się pisać jak najszybciej ale brak weny i czasu jak już wcześniej wspomniałam nie pomagają mi w tym. ~xmikalisa

Obudził mnie krzyk, który wydobył się z ust jednego z braci, wybiegłam z swojej sypialni i pobiegłam do pokoju najmłodszego. Otworzyłam szeroko drzwi i wpadłam jak huragan. Przyjrzałam się blondynowi i usiadłam na jego łóżku. Przyłożyłam dłoń do jego czoła i wyczułam dużą temperaturę.

-Ross, masz gorączkę. Przyniosę Ci jakąś tabletkę, poczekaj tutaj. - wstałam i zeszłam schodami w dół.

Weszłam do kuchni i zaczęłam przeglądać szafki i szuflady. Nagle zapomniałam gdzie co się znajduje. Po którejś z kolei próbie znalazłam pudełko z lekami. Przegrzebywałam różne pudełeczka czytając zalecenia. Gdy stawałam się zdenerwowana opakowanie wypadło mi z rąk. Schyliłam się i przeczytałam zawartość pudełka. Były to tabletki na ból głowy, jakby los chciał abym je w końcu znalazła. Nalałam do szklanki wodę i zaniosłam najmłodszemu. Ten połknął je nie zadając pytań, gdy się trochę uspokoił kazałam mu się przebrać gdyż całe jego ciuchy były mokre. Siedziałam bezczynnie.

-Co Ci się przyśniło? - zapytałam gdy blondyn usiadł przebrany na łóżko.
-Rodzice, RyRy.. - odpowiedział.
-Czy oni byli szczęśliwi? - po dłuższym namyśle spytałam.
-Nie, oni byli martwi. - odpowiedział spoglądając na mnie pustym wzrokiem.

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę gdyż naszą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Nie spodziewając się żadnych gości. Jednak starszy brat wyprzedził mnie bojąc się, że to policja. Otworzył drzwi i ku zdziwieniu wszystkich tam obecnych (Riker i Rydel) ujrzeliśmy drobną blondynkę. Była zapłakana i podeszła do mnie przytulając się i wpadając w nieogarnięty płacz. Gładziłam jej blond włosy. Brat zagubiony patrzał na mnie pytającym wzrokiem.



-Alex co się stało? - spytała gdy mniejsza się od niej "odkleiła".
-Ona znowu to zrobiła! Dlaczego jej na to pozwalasz?! - wybuchnęła.
-To nie jest dobre miejsce i czas... - mruknęła.
-Nigdy nie będzie dobrego miejsca i czasu więc mnie nie zbywaj bo dobrze wiesz, że ta rozmowa i tak się kiedyś odbędzie! - krzyknęła tym samym sprowadzając na dół całe rodzeństwo Lynch.
-Rydel co się dzieje?! - spytał zaniepokojony Rocky.
-Nic.. - jęknęłampatrząc w zapłakane oczy Małej.
-A właśnie, że dużo się dzieje! - pisnęła najmłodsza.
-Alex proszę Cię nie rób mi tego... - szepnęłam.
-Przykro mi Delly, ale nie mogę narażać na to Phoebe. - mówiła zdenerwowana.
-Alex nie rób tego! - krzyknęła 22-latka.
-Phoebe co ty tu robisz? - jęknęłam zaskoczona obecnością przyjaciółki.
-Alex masz wrócić w tym momencie do domu! - krzyknęła zbywając pytania.
-Dlaczego?! Dlaczego nie chcesz żeby przestała kłamać?! Cierpisz! - płakała mówiąc słowa, które tak bardzo krzywdziły.
-Zamknij się! - wykrzyczała.
-Phoebe uspokój się... - próbowałam zapanować nad przyjaciółką.
-Nie, wiesz co się stanie jak ON się dowie, że wyszłyśmy?! Ja nie będę żyła Rydel! - krzyczała ze łzami w oczach.
-Więc zostańcie... Powiesz, że byłaś u klienta, który zapłacił wysoką sumę i tyle. - doradzałam.
-A skąd mam niby wziąć pieniądze? - zapytała.
-Ja Ci coś pożyczę.. - odpowiedziałam.
-Nie, nie możesz tak długo się starałaś nie mogę tego zrobić. - marudziła.
-To tylko pożyczka, jak w banku.. - uśmiechnęłam się lekko.
-Jeśli się nie zgodzę i tak nas nie wypuścisz? - zapytałam znając odpowiedź.
-Jak ty mnie dobrze znasz... - westchnęłam i przytuliłam ją.
-Sorka ale co tu się właśnie odbyło? - zapytał Riker.
-To są moje przyjaciółki, Alex i Phoebe. - przedstawiłam.
-Nie o to pytałem. - założył ręce na tors.
-O co konkretnie pytasz? - udawałam, że nie wiedziałam o co mu chodzi.

CZASEM CHRONIĄC UKOCHANĄ OSOBĘ KRZYWDZIMY INNYCH I SIEBIE SAMEGO.

piątek, 31 lipca 2015

Przepraszam

A więc na jakiś tydzień zawieszam bloga, tak wiem nie wypada tak po pierwszym rozdziale ale jadę nad morze i jestem pewna, że nie będę miała tam czasu na pisanie tym bardziej na telefonie, a więc za tydzień w niedziele lub poniedziałek widzimy się z nowym rozdziałem ;) / xmikalisa

czwartek, 30 lipca 2015

1. Don't promise the impossible.

Od Autorki: Przed przeczytaniem informuję, że rozdział jest jeszcze rozdziałem, który wprowadza w akcję jaka się dzieję więc jeśli zanudzie się na śmierć to przepraszam. :)                                    

                                                                                 *Rydel*

Jak prawie codziennie zostałam zbudzona przez mój telefon, który już od dobrych piętnastu minut nie dawał mi na powrót usnąć. Była właśnie godzina 18. Podniosłam się leniwie z łóżka i podeszłam do szafy, w której znajdowały się moje codzienne rzeczy, wyciągnęłam z niej beżową sukienkę sięgającą nieco wyżej kolan. Wybrałam do niej czerwone buty na wysokim obcasie. Gdy założyłam na swoje ciało nowo wymyślony zestaw poszłam do toalety gdzie zrobiłam codzienne czynności. Po wyszykowaniu się zeszłam na niższy poziom domu gdzie wypiłam kawę, zabrałam czarną skórę którą założyłam na swoje ramiona i wyszłam z domu. Idąc tą samą drogą, którą mijałam praktycznie codziennie myślałam o wyzwaniach jakie będą mnie kosztować dzisiejszego dnia. Ciągle się łudziłam, że dzisiaj będzie spokojniej, że dzisiaj wszyscy się pochorują i nikt nie przyjdzie, codziennie tak myśląc na nowo się zawodziłam. Jedynymi co ciągnęło mnie do tego miejsca były one. Jedyne osoby, które znają o mnie całą prawdę. W takich oto myślach doszłam na tyły klubu 'Night is fun'. Był to klub, w którym pracowałam zapukałam do idealnie białych drzwi i otworzyła mi jak zwykle uśmiechnięta twarz Alex.

-Cześć Mała, wpuścisz mnie? - zapytałam przytulając o wiele niższą ode mnie dziewczynę.
-Chodź Rydel. - uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej, wiedziałam, że jej uśmiech nie był prawdziwy, ale jakoś dodawał mi otuchy i przekonywał do tego, że może wydarzyć się jakiś cud.

Weszłam do ciemnego pokoju oświetlonego gdzieniegdzie czerwonymi lampami, szłyśmy w milczeniu jakbyśmy nie chciały aby ktoś wiedział, że tutaj jesteśmy. Jedynym odgłosem jaki słyszałyśmy był stukot moich obcasów. Gdy dotarłyśmy już do pokoju gdzie było jaśniej rozpoznałam w nim resztę przyjaciółek.



-Hej Delly. - mówiła każda, a ja grzecznie odpowiadałam.
-Już idziecie? - spytałam całą czwórkę jaka wychodziła.
-Tak, niestety wiesz, że to nie zależy od nas. - mruknęła jasna blondynka ubrana w skąpą czerwoną bieliznę.
-No przecież. - odpowiedziałam, po czym przyjaciółki wyszły.
-Jeszcze ja ci zostałam. - mruknęła Phoebe, która siedziała na kanapie ubrana w krótką czerwoną sukienkę bez ramiączek.
-No trudno tobą się zadowolę. - jęknęłam i po chwili oby dwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Jak tam z braćmi? - zapytała blondynka gdy już przestałyśmy chichotać.
-Dobrze, jak na razie niczego się nie domyślają. Ale zaczęli wypytywać o to dlaczego pracuje na noc i jaka kawiarnia jest tak długo otwarta. - wyrzuciłam z siebie po czym spuściłam wzrok wpatrując się w ciemną sofę.
-Przecież wiesz, że zawsze mogę cię zastąpić. Może dzisiaj ja cię zastąpię a ty posiedzisz z braćmi, tak? - zaproponowała.
-Nie, nie mogę cię o to prosić, wiem jak bardzo nienawidzisz tego miejsca i nienawidzisz tego robić, nie wybaczę sobie tego. - wybuchnęłam.
-Przestań. - jęknęła ze łzami w oczach. - Takie jest moje życie i nie mogę tego zmienić, jeśli uszczęśliwi cię ten wieczór z braćmi to mogę to robić codziennie i o każdej porze. Ty masz jeszcze z czego korzystać. - uśmiechnęła się blado.
-Phoebe, klient czeka, zapłacił dużą sumkę za ciebie więc masz mi się postarać. Jest w pokoju numer sześć. - wparował do pokoju wysoki i lekko wyłysiały mężczyzna.
-Już idę. - odpowiedziała i podeszła do lustra aby poprawić makijaż.
-O Rydel, dobrze, że jesteś pamiętaj aby dobrze wypaść na show. Niestety nie będzie mnie dzisiaj i przez najbliższe dwa miesiące, wyjeżdżam do Miami aby tam zająć się tamtejszymi klubami. - powiedział i nie czekając na naszą reakcje wyszedł z pokoju.
-Słyszałaś to? - ucieszyła się przyjaciółka.
-To jest sen, po prostu sen! - nie mogłam uwierzyć.
-Będziesz mogła spędzić z braćmi całe dwa miesiące. Nie cieszysz się? - złapała mnie za ręce.
-Ale.. Nie, ty nie możesz aż dwa miesiące, to odpada. - sprzeciwiłam się.
-Rydel, możesz im pokazać, że wszystko jest dobrze. - uśmiechnęła się.
-No nie wiem.. - nadal próbowałam ją jakoś odciągnąć od tego.
-Przemyśl to a ja teraz idę do klienta. - szepnęła i udała się ku drzwiom.
-Phoebe... - jęknęłam.
-Hmm? - wydała z siebie tylko długi dźwięk.
-Kiedyś cię z tego wyplącze. Obiecuję. - uśmiechnęłam się do jej pleców.
-Głupia... Nie obiecuj niemożliwego. - szepnęła i wyszła.

Po tych słowach udałam się do domu rozmyślając nad jej słowami. Wieczór z braćmi minął wesoło, o wiele weselej niż zazwyczaj. Lecz po głowie cały czas błąkała mi się Phoebe i jej słowa.

                                MIMO TEGO IŻ CIĘ KOCHAM NADAL NIE UMIEM CI ZAUFAĆ.

Prolog + Bohaterowie

Jak to jest robić coś z przymusu? Niektórzy mówią, że przykładem jest posprzątanie pokoju gdy mama ci każę, albo wyjście z psem. Lecz tylko nieliczni zdają sobie sprawę co oznacza prawdziwy przymus, robienie coś nie z swojej woli, coś do czego zmuszają cię inni, czasami nawet siłą. Mimo sprzeciwów, krzyków a nawet czasami płaczu musisz zrobić to czego się brzydzisz i przez co potem spoglądasz na siebie z niechęcią. Takie właśnie było moje życie, moje i moich jedynych przyjaciółek. Przebywając wciąż pod surowym okiem John'a. Codziennie oblepiane wzrokiem obleśnych mężczyzn a nieraz wykorzystywane mimo swoich niechęci. A wszystko to, żeby przeżyć, żeby móc dalej marzyć i śnić o wolności, która nigdy nie nastąpi. Inni nazywają nas szmatami, myśląc o tym, że to co robimy sprawia nam przyjemność, choć wcale tak nie jest. Ukrywanie tego cuchnącego sekretu przed najbliższymi. Takie właśnie jest nasze 'życie'.


                                                                        Bohaterowie



Imię: Rydel, Mary
Nazwisko: Lynch
Wiek: 22
Pseudonim: Delly
Opis: Po tragicznym wypadku, w którym zginęli rodzice oraz najmłodszy brat Lynch, Rydel została z trójką braci Riker'em, Ross'em, Rocky'm oraz zamieszkałym z nimi przyjacielem Ellingtonem. Po śmierci rodziców i brata Lynch'owie nie umieli sobie poradzić z rachunkami oraz brakiem bliskich. Każdy z nich podjął się pracy, były to prace typu kelner, barman, pomoc kucharza oraz inne tego typu zajęcie, jedynie Rydel wybrała coś całkiem innego co ukrywała przed ukochanymi jej osobami.



Imię: Phoebe (czyt. Fibi)
Nazwisko: Peterson
Wiek: 22
Pseudonim: ----
Opis: Po oddaniu przez rodziców do domu dziecka zamknęła się w sobie. W wieku 18 lat adoptowana przez John'a. Mało wiadomo o przyczynach oddania jej do sierocińca.



Imię: Alex
Nazwisko: Thompson
Wiek: 18
Pseudonim: Mała
Opis: Alex jako jedyna nigdy nie poznała swoich rodziców, całe dotychczasowe życie marzyła o tym aby ich spotkać. Skromna i dosyć strachliwa dziewczyna.



Imię: Emma
Nazwisko: Carter
Wiek: 21
Pseudonim: Em
Opis: Po narodzinach brata rodzice zaniedbywali córkę, zawszę marzyli o synie a więc po narodzinach wymarzonego dziecka oddali niechcianą córkę do ośrodka adopcyjnego gdzie po parunastu latach zaadoptował ją John.


Imię: Sophie
Nazwisko: Morgan
Wiek: 21
Pseudonim: Soph
Opis: Wychowywana przez babcie, po jej śmierci zagubiona trafiła na John'a, uznawszy go za dobrego człowieka postanowiła dla niego pracować, lecz po tym co zobaczyła nie mogła już zawrócić.


Imię: Sara
Nazwisko: Scott
Wiek: 20
Pseudonim: SS (czyt. Sisi)
Opis: Gdy zabójca jej rodziców znikł dziewczyna została zabrana przez policję, błądząc po ulicach Miami natknęła się na John'a, który zaproponował jej pracę. Ucieszona dziewczyna nawet nie wiedziała na co się pisze.


Imię: Riker
Nazwisko: Lynch
Wiek: 24
Pseudonim: ----
Opis: Najstarszy z rodzeństwa Lynchów, oraz ten który najgorzej zniósł śmierć rodziców i brata. Pracuje jako barman w jednym z klubów John'a. Nie wie nic o pracy swojej siostry. Uzależniony od narkotyków oraz papierosów.


Imię: Ellington
Nazwisko: Ratliff
Wiek: 22
Pseudonim: Ratliff, czasami Ell
Opis: Dobry przyjaciel rodzeństwa Lynch, po śmierci ich rodziców postanowił z nimi zamieszkać. Pomaga im jak umie.


Imię: Ross
Nazwisko: Lynch
Wiek: 20
Pseudonim: Blondasek (kobiety)
Opis: Po śmierci najmłodszego brata Ryland'a to on stał się tym najmłodszym. Mimo tego, że był najbardziej zżyty ze zmarłymi jak na razie radzi sobie najlepiej z całego rodzeństwa.


Imię: Rocky
Nazwisko: Lynch
Wiek: 21
Pseudonim: ----
Opis: Średni wiekowo z rodzeństwa Lynch, pracuje jako pomocnik kucharza w jednej ze słynnych restauracji w L.A.


Imię: Logan
Nazwisko: Willis
Wiek: 23
Pseudonim: ----
Opis: Dobry kolega Riker'a, pomaga mu z pogodzeniem się ze stratą. Nie wie nic o nałogu sąsiada. 

POZOSTALI

John Lecker - Właściciel większości klubów w L.A oraz Miami. Prowadzi też prywatną 'wypożyczalnię kobiet'. Są w niej jego ulubienice, które także mieszkają niedaleko jego domu.

Amy Lecker - Żona John'a. Wie o jego działalnościach, lecz nie przeszkadza jej to. Kobieta, która jest z John'em dla pieniędzy. Macocha Melissy.

Melissa Lecker - Córka John'a. Nic nie wie o działalnościach ojca, wie tylko, że ma dużo klubów. Dziewczyna kończy liceum jest wzorową uczennicą oraz przewodniczącą szkolnego komitetu.

                                            NIC NIGDY NIE JEST W KOLORACH TĘCZY.