-To nic.. Po prostu poprosiłam Phoebe żeby mnie zastąpiła a i tak często to robi i Alex się trochę zestresowała bo Phoebe prawie nie śpi ale nie chciałam wam się tłumaczyć żeby was nie martwić - skłamałam mając nadzieję na to iż niczego się nie domyśli.
-Wiem, że kłamiesz. Ale jest zbyt późno aby się kłócić pogadamy rano. - wrócił do pokoju.
Wypuściłam powietrze, gdyby się dowiedzieli. Jutro czeka mnie bardzo poważna rozmowa, będę musiała wszystko wyjawić.
Usiadłyśmy na kanapie, Alex zasnęła w pokoju gościnnym a my popijałyśmy herbatę, przykryte kocem w salonie. Nie mogłam przestać się zamartwiać.
-Wszystko będzie w porządku, ja to załatwię. - mruknęła Phoebe.
-Nie. I tak dużo dla mnie robisz. Będę musiała powiedzieć prawdę. - szepnęłam ze łzami w oczach.
-Rydel. Obie wiemy, że tego nie chcesz. Pogadam jutro z twoim bratem. Jakoś to zaaranżuję. Z samego rana, będziesz jeszcze spała. Rozumiesz? - patrzyła mi w oczy.
-Dlaczego tak bardzo mi pomagasz? - spytałam.
-Bo masz coś o co warto walczyć. Masz rodzinę. - uśmiechnęła się słabo.
-Chodziło mi o to, że to moje problemy, a ty nie masz obowiązku ratować mi dupy. - szeptałam aby nikogo nie zbudzić.
-Właśnie, że mam. Bo ty jesteś moją jedyną rodziną. - mówiła spokojnie, a jej słowa mnie wmurowały.
-Dobra lepiej idź spać ja się prześpię i potem pogadam z twoim bratem. - wygoniła mnie z salonu.
Postanowiłam się jej posłuchać. W sumie to zawsze miała rację.
*Phoebe
Postanowiłam spać w salonie aby słyszeć kiedy wstanie chłopak. Rydel dużo o nich opowiadała i wiedziałam, że miał problemy ze snem. Tak jak się tego spodziewałam, przyszedł do kuchni około godziny 7.
-Hej. - mruknęłam uśmiechając się lekko.
-Hej. - odpowiedział.
-Słuchaj. Wiem, że się nie znamy. Ale chciałam ci powiedzieć, że nie musisz się martwić o Rydel. - zaczęłam.
-Nie chcę być niemiły ale to nie jest twój interes. - warknął.
-Wiem. Pewnie masz rację ale Rydel jest dla mnie jak siostra. Tak bardzo mi pomogła poukładać całe życie. Więc nie mogę teraz tak po prostu ją zostawić. - popłakałam się, oczywiście nie na serio.
-Hej, spokojnie, nie płacz. - zaczął pocierać moje ramiona.
-Przepraszam, ja po prostu chciałam wytłumaczyć całą tą sytuację. I przede wszystkim przeprosić za moją siostrę. Alex ma solofobię, czyli lęk przed samotnością. Więc za każdym razem kiedy zostaje w pracy dłużej niż powinnam zaczyna wpadać w panikę. - zmyśliłam.
-Dlaczego bierzesz zmiany Rydel? - dopytywał.
-Tak jak mówiłam dużo dla mnie zrobiła. Dużo mi też o was opowiadała więc gdy tylko dowiedziałyśmy się, że szef restauracji wyjeżdża na dwa miesiące do Miami zaproponowałam, że wezmę na ten czas jej zmiany, a przynajmniej niektóre, żeby mogła spędzić z wami trochę czasu. - uśmiechnęłam się mając łzy w oczach.
-Więc to naprawdę restauracja? - spytał.
-Tal, jest na obrzeżach miasta. Zazwyczaj jest otwarta 24/7. - mruknęłam.
-Okej, dzięki, że powiedziałaś mi o wszystkim. Martwiłem się o nią. - uśmiechnął się lekko w moją stronę. Był to prawdziwy uśmiech.
-Nie musisz się o nią martwić. Mam na nią oko. - uśmiechnęłam się i nieco przybliżyłam aby było to bardziej wiarygodne.
Nie oczekiwałam, że przybliży się w moją stronę. Byłam zaskoczona kiedy zaczęły nas dzielić jedynie centymetry. Riker był bardzo przystojny, gdy pierwszy raz zobaczyłam go na zdjęciach Delly dech mi zaparło. Aktualnie, bardzo mnie pociągał.
-Więc o której kończysz dzisiejszą zmianę? - spytał. Nie. Nie mogłam tego zrobić, był bratem mojej przyjaciółki.
-Em, mam chłopaka. - skłamałam.
-Oh, ja przepraszam. - speszył się i dystans między nami się zwiększył.
-Nie ma sprawy, zapomnijmy o tym i tyle. - zaśmiałam się lekko.
-Tak będzie najlepiej. - mruknął po czym staliśmy chwilę w krępującej ciszy.
-Ja chyba już wrócę do pokoju. - uśmiechnął się i poszedł.
No i sprawa załatwiona.
PRAWDZIWA MIŁOŚĆ TO POŚWIĘCENIE.
Wypuściłam powietrze, gdyby się dowiedzieli. Jutro czeka mnie bardzo poważna rozmowa, będę musiała wszystko wyjawić.
Usiadłyśmy na kanapie, Alex zasnęła w pokoju gościnnym a my popijałyśmy herbatę, przykryte kocem w salonie. Nie mogłam przestać się zamartwiać.
-Wszystko będzie w porządku, ja to załatwię. - mruknęła Phoebe.
-Nie. I tak dużo dla mnie robisz. Będę musiała powiedzieć prawdę. - szepnęłam ze łzami w oczach.
-Rydel. Obie wiemy, że tego nie chcesz. Pogadam jutro z twoim bratem. Jakoś to zaaranżuję. Z samego rana, będziesz jeszcze spała. Rozumiesz? - patrzyła mi w oczy.
-Dlaczego tak bardzo mi pomagasz? - spytałam.
-Bo masz coś o co warto walczyć. Masz rodzinę. - uśmiechnęła się słabo.
-Chodziło mi o to, że to moje problemy, a ty nie masz obowiązku ratować mi dupy. - szeptałam aby nikogo nie zbudzić.
-Właśnie, że mam. Bo ty jesteś moją jedyną rodziną. - mówiła spokojnie, a jej słowa mnie wmurowały.
-Dobra lepiej idź spać ja się prześpię i potem pogadam z twoim bratem. - wygoniła mnie z salonu.
Postanowiłam się jej posłuchać. W sumie to zawsze miała rację.
*Phoebe
Postanowiłam spać w salonie aby słyszeć kiedy wstanie chłopak. Rydel dużo o nich opowiadała i wiedziałam, że miał problemy ze snem. Tak jak się tego spodziewałam, przyszedł do kuchni około godziny 7.
-Hej. - mruknęłam uśmiechając się lekko.
-Hej. - odpowiedział.
-Słuchaj. Wiem, że się nie znamy. Ale chciałam ci powiedzieć, że nie musisz się martwić o Rydel. - zaczęłam.
-Nie chcę być niemiły ale to nie jest twój interes. - warknął.
-Wiem. Pewnie masz rację ale Rydel jest dla mnie jak siostra. Tak bardzo mi pomogła poukładać całe życie. Więc nie mogę teraz tak po prostu ją zostawić. - popłakałam się, oczywiście nie na serio.
-Hej, spokojnie, nie płacz. - zaczął pocierać moje ramiona.
-Przepraszam, ja po prostu chciałam wytłumaczyć całą tą sytuację. I przede wszystkim przeprosić za moją siostrę. Alex ma solofobię, czyli lęk przed samotnością. Więc za każdym razem kiedy zostaje w pracy dłużej niż powinnam zaczyna wpadać w panikę. - zmyśliłam.
-Dlaczego bierzesz zmiany Rydel? - dopytywał.
-Tak jak mówiłam dużo dla mnie zrobiła. Dużo mi też o was opowiadała więc gdy tylko dowiedziałyśmy się, że szef restauracji wyjeżdża na dwa miesiące do Miami zaproponowałam, że wezmę na ten czas jej zmiany, a przynajmniej niektóre, żeby mogła spędzić z wami trochę czasu. - uśmiechnęłam się mając łzy w oczach.
-Więc to naprawdę restauracja? - spytał.
-Tal, jest na obrzeżach miasta. Zazwyczaj jest otwarta 24/7. - mruknęłam.
-Okej, dzięki, że powiedziałaś mi o wszystkim. Martwiłem się o nią. - uśmiechnął się lekko w moją stronę. Był to prawdziwy uśmiech.
-Nie musisz się o nią martwić. Mam na nią oko. - uśmiechnęłam się i nieco przybliżyłam aby było to bardziej wiarygodne.
Nie oczekiwałam, że przybliży się w moją stronę. Byłam zaskoczona kiedy zaczęły nas dzielić jedynie centymetry. Riker był bardzo przystojny, gdy pierwszy raz zobaczyłam go na zdjęciach Delly dech mi zaparło. Aktualnie, bardzo mnie pociągał.
-Więc o której kończysz dzisiejszą zmianę? - spytał. Nie. Nie mogłam tego zrobić, był bratem mojej przyjaciółki.
-Em, mam chłopaka. - skłamałam.
-Oh, ja przepraszam. - speszył się i dystans między nami się zwiększył.
-Nie ma sprawy, zapomnijmy o tym i tyle. - zaśmiałam się lekko.
-Tak będzie najlepiej. - mruknął po czym staliśmy chwilę w krępującej ciszy.
-Ja chyba już wrócę do pokoju. - uśmiechnął się i poszedł.
No i sprawa załatwiona.
PRAWDZIWA MIŁOŚĆ TO POŚWIĘCENIE.












