czwartek, 8 października 2015

2. Thinking about...

A więc wracam po dłuższej przerwie z nowym dość nudnym i krótkim rozdziałem. Przepraszam za to ale nie dość, że nie mam czasu (nauka), humoru i w dodatku pogoda jest przygnębiająca. Rozdziały staram się pisać jak najszybciej ale brak weny i czasu jak już wcześniej wspomniałam nie pomagają mi w tym. ~xmikalisa

Obudził mnie krzyk, który wydobył się z ust jednego z braci, wybiegłam z swojej sypialni i pobiegłam do pokoju najmłodszego. Otworzyłam szeroko drzwi i wpadłam jak huragan. Przyjrzałam się blondynowi i usiadłam na jego łóżku. Przyłożyłam dłoń do jego czoła i wyczułam dużą temperaturę.

-Ross, masz gorączkę. Przyniosę Ci jakąś tabletkę, poczekaj tutaj. - wstałam i zeszłam schodami w dół.

Weszłam do kuchni i zaczęłam przeglądać szafki i szuflady. Nagle zapomniałam gdzie co się znajduje. Po którejś z kolei próbie znalazłam pudełko z lekami. Przegrzebywałam różne pudełeczka czytając zalecenia. Gdy stawałam się zdenerwowana opakowanie wypadło mi z rąk. Schyliłam się i przeczytałam zawartość pudełka. Były to tabletki na ból głowy, jakby los chciał abym je w końcu znalazła. Nalałam do szklanki wodę i zaniosłam najmłodszemu. Ten połknął je nie zadając pytań, gdy się trochę uspokoił kazałam mu się przebrać gdyż całe jego ciuchy były mokre. Siedziałam bezczynnie.

-Co Ci się przyśniło? - zapytałam gdy blondyn usiadł przebrany na łóżko.
-Rodzice, RyRy.. - odpowiedział.
-Czy oni byli szczęśliwi? - po dłuższym namyśle spytałam.
-Nie, oni byli martwi. - odpowiedział spoglądając na mnie pustym wzrokiem.

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę gdyż naszą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Nie spodziewając się żadnych gości. Jednak starszy brat wyprzedził mnie bojąc się, że to policja. Otworzył drzwi i ku zdziwieniu wszystkich tam obecnych (Riker i Rydel) ujrzeliśmy drobną blondynkę. Była zapłakana i podeszła do mnie przytulając się i wpadając w nieogarnięty płacz. Gładziłam jej blond włosy. Brat zagubiony patrzał na mnie pytającym wzrokiem.



-Alex co się stało? - spytała gdy mniejsza się od niej "odkleiła".
-Ona znowu to zrobiła! Dlaczego jej na to pozwalasz?! - wybuchnęła.
-To nie jest dobre miejsce i czas... - mruknęła.
-Nigdy nie będzie dobrego miejsca i czasu więc mnie nie zbywaj bo dobrze wiesz, że ta rozmowa i tak się kiedyś odbędzie! - krzyknęła tym samym sprowadzając na dół całe rodzeństwo Lynch.
-Rydel co się dzieje?! - spytał zaniepokojony Rocky.
-Nic.. - jęknęłampatrząc w zapłakane oczy Małej.
-A właśnie, że dużo się dzieje! - pisnęła najmłodsza.
-Alex proszę Cię nie rób mi tego... - szepnęłam.
-Przykro mi Delly, ale nie mogę narażać na to Phoebe. - mówiła zdenerwowana.
-Alex nie rób tego! - krzyknęła 22-latka.
-Phoebe co ty tu robisz? - jęknęłam zaskoczona obecnością przyjaciółki.
-Alex masz wrócić w tym momencie do domu! - krzyknęła zbywając pytania.
-Dlaczego?! Dlaczego nie chcesz żeby przestała kłamać?! Cierpisz! - płakała mówiąc słowa, które tak bardzo krzywdziły.
-Zamknij się! - wykrzyczała.
-Phoebe uspokój się... - próbowałam zapanować nad przyjaciółką.
-Nie, wiesz co się stanie jak ON się dowie, że wyszłyśmy?! Ja nie będę żyła Rydel! - krzyczała ze łzami w oczach.
-Więc zostańcie... Powiesz, że byłaś u klienta, który zapłacił wysoką sumę i tyle. - doradzałam.
-A skąd mam niby wziąć pieniądze? - zapytała.
-Ja Ci coś pożyczę.. - odpowiedziałam.
-Nie, nie możesz tak długo się starałaś nie mogę tego zrobić. - marudziła.
-To tylko pożyczka, jak w banku.. - uśmiechnęłam się lekko.
-Jeśli się nie zgodzę i tak nas nie wypuścisz? - zapytałam znając odpowiedź.
-Jak ty mnie dobrze znasz... - westchnęłam i przytuliłam ją.
-Sorka ale co tu się właśnie odbyło? - zapytał Riker.
-To są moje przyjaciółki, Alex i Phoebe. - przedstawiłam.
-Nie o to pytałem. - założył ręce na tors.
-O co konkretnie pytasz? - udawałam, że nie wiedziałam o co mu chodzi.

CZASEM CHRONIĄC UKOCHANĄ OSOBĘ KRZYWDZIMY INNYCH I SIEBIE SAMEGO.