czwartek, 30 lipca 2015

1. Don't promise the impossible.

Od Autorki: Przed przeczytaniem informuję, że rozdział jest jeszcze rozdziałem, który wprowadza w akcję jaka się dzieję więc jeśli zanudzie się na śmierć to przepraszam. :)                                    

                                                                                 *Rydel*

Jak prawie codziennie zostałam zbudzona przez mój telefon, który już od dobrych piętnastu minut nie dawał mi na powrót usnąć. Była właśnie godzina 18. Podniosłam się leniwie z łóżka i podeszłam do szafy, w której znajdowały się moje codzienne rzeczy, wyciągnęłam z niej beżową sukienkę sięgającą nieco wyżej kolan. Wybrałam do niej czerwone buty na wysokim obcasie. Gdy założyłam na swoje ciało nowo wymyślony zestaw poszłam do toalety gdzie zrobiłam codzienne czynności. Po wyszykowaniu się zeszłam na niższy poziom domu gdzie wypiłam kawę, zabrałam czarną skórę którą założyłam na swoje ramiona i wyszłam z domu. Idąc tą samą drogą, którą mijałam praktycznie codziennie myślałam o wyzwaniach jakie będą mnie kosztować dzisiejszego dnia. Ciągle się łudziłam, że dzisiaj będzie spokojniej, że dzisiaj wszyscy się pochorują i nikt nie przyjdzie, codziennie tak myśląc na nowo się zawodziłam. Jedynymi co ciągnęło mnie do tego miejsca były one. Jedyne osoby, które znają o mnie całą prawdę. W takich oto myślach doszłam na tyły klubu 'Night is fun'. Był to klub, w którym pracowałam zapukałam do idealnie białych drzwi i otworzyła mi jak zwykle uśmiechnięta twarz Alex.

-Cześć Mała, wpuścisz mnie? - zapytałam przytulając o wiele niższą ode mnie dziewczynę.
-Chodź Rydel. - uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej, wiedziałam, że jej uśmiech nie był prawdziwy, ale jakoś dodawał mi otuchy i przekonywał do tego, że może wydarzyć się jakiś cud.

Weszłam do ciemnego pokoju oświetlonego gdzieniegdzie czerwonymi lampami, szłyśmy w milczeniu jakbyśmy nie chciały aby ktoś wiedział, że tutaj jesteśmy. Jedynym odgłosem jaki słyszałyśmy był stukot moich obcasów. Gdy dotarłyśmy już do pokoju gdzie było jaśniej rozpoznałam w nim resztę przyjaciółek.



-Hej Delly. - mówiła każda, a ja grzecznie odpowiadałam.
-Już idziecie? - spytałam całą czwórkę jaka wychodziła.
-Tak, niestety wiesz, że to nie zależy od nas. - mruknęła jasna blondynka ubrana w skąpą czerwoną bieliznę.
-No przecież. - odpowiedziałam, po czym przyjaciółki wyszły.
-Jeszcze ja ci zostałam. - mruknęła Phoebe, która siedziała na kanapie ubrana w krótką czerwoną sukienkę bez ramiączek.
-No trudno tobą się zadowolę. - jęknęłam i po chwili oby dwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Jak tam z braćmi? - zapytała blondynka gdy już przestałyśmy chichotać.
-Dobrze, jak na razie niczego się nie domyślają. Ale zaczęli wypytywać o to dlaczego pracuje na noc i jaka kawiarnia jest tak długo otwarta. - wyrzuciłam z siebie po czym spuściłam wzrok wpatrując się w ciemną sofę.
-Przecież wiesz, że zawsze mogę cię zastąpić. Może dzisiaj ja cię zastąpię a ty posiedzisz z braćmi, tak? - zaproponowała.
-Nie, nie mogę cię o to prosić, wiem jak bardzo nienawidzisz tego miejsca i nienawidzisz tego robić, nie wybaczę sobie tego. - wybuchnęłam.
-Przestań. - jęknęła ze łzami w oczach. - Takie jest moje życie i nie mogę tego zmienić, jeśli uszczęśliwi cię ten wieczór z braćmi to mogę to robić codziennie i o każdej porze. Ty masz jeszcze z czego korzystać. - uśmiechnęła się blado.
-Phoebe, klient czeka, zapłacił dużą sumkę za ciebie więc masz mi się postarać. Jest w pokoju numer sześć. - wparował do pokoju wysoki i lekko wyłysiały mężczyzna.
-Już idę. - odpowiedziała i podeszła do lustra aby poprawić makijaż.
-O Rydel, dobrze, że jesteś pamiętaj aby dobrze wypaść na show. Niestety nie będzie mnie dzisiaj i przez najbliższe dwa miesiące, wyjeżdżam do Miami aby tam zająć się tamtejszymi klubami. - powiedział i nie czekając na naszą reakcje wyszedł z pokoju.
-Słyszałaś to? - ucieszyła się przyjaciółka.
-To jest sen, po prostu sen! - nie mogłam uwierzyć.
-Będziesz mogła spędzić z braćmi całe dwa miesiące. Nie cieszysz się? - złapała mnie za ręce.
-Ale.. Nie, ty nie możesz aż dwa miesiące, to odpada. - sprzeciwiłam się.
-Rydel, możesz im pokazać, że wszystko jest dobrze. - uśmiechnęła się.
-No nie wiem.. - nadal próbowałam ją jakoś odciągnąć od tego.
-Przemyśl to a ja teraz idę do klienta. - szepnęła i udała się ku drzwiom.
-Phoebe... - jęknęłam.
-Hmm? - wydała z siebie tylko długi dźwięk.
-Kiedyś cię z tego wyplącze. Obiecuję. - uśmiechnęłam się do jej pleców.
-Głupia... Nie obiecuj niemożliwego. - szepnęła i wyszła.

Po tych słowach udałam się do domu rozmyślając nad jej słowami. Wieczór z braćmi minął wesoło, o wiele weselej niż zazwyczaj. Lecz po głowie cały czas błąkała mi się Phoebe i jej słowa.

                                MIMO TEGO IŻ CIĘ KOCHAM NADAL NIE UMIEM CI ZAUFAĆ.

3 komentarze:

  1. Piękne bardzo ciekawe jestem ciekawa co BD dalej
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow taki fajny i orginalny blog <3 na 100 pro będę go czytać ^^
    Rozdział cudowny <3
    Czekam na next C:

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie będę rozpisywała się , że jest to cudowne, bo sama treść jest dołująca,
    ale jest to PIĘKNIE NAPISANE.
    Jestem strasznie ciekawa następnych rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń